30.06.2015

Małe sukcesy - czerwiec 2015

Życie z Janką nie zawsze jest idealne, dlatego warto celebrować chwile, które zaparły mi dech w piersiach i choćby była to sytuacja trwająca trzy sekundy, to wiem, że każdy pozytywny moment jest bardzo ważny w naszej relacji oraz w pokonywaniu przez Jankę kolejnych strachów.

-----

Dziś jest ostatni dzień czerwca. Szybko przebiegłam myślami co takiego wydarzyło się w tym miesiącu i choć wydawałoby się, że działo się niewiele, to przecież nieprawda. Janka w czerwcu spisała się na medal i chcę Wam napisać dlaczego tak uważam :)

30 maja rozwaliłam kolano. Przez kilka dni miałam nogę w gipsie, i choć szybko zaczęłam rehabilitacje, to nie byłam w pełni samodzielna. Chodziłam o dwóch kulach, a Janką zajmowała się moja Mama... oraz grono moich najfajniejszych znajomych. Przez ponad dwa tygodnie Janka wychodziła na spacer z innymi ludźmi, często z osobami, które zna od niedawna. To była wyjątkowa sytuacja i jestem prze-szczęśliwa, że miałam taką pomoc i że Janka nie robiła scen, jak to było chociażby 9 miesięcy wcześniej.

Długi czerwcowy weekend Janka spędziła na wczasach u Asi i Juniora (KLIK), cztery dni poza domem, u kogoś innego niż moja Siostra, bo to ona zazwyczaj opiekowała się Janką, kiedy wyjeżdżałam i nie mogłam jej zabrać ze sobą. Tym razem byłam w domu... a mój pies miał w tym czasie bardzo aktywny weekend! Kiedy ja zaczęłam rehabilitacje, Janka maszerowała w Dog Orient po Puszczy Bolimowskiej! Podobno była całkiem grzeczna, ale szczegółów tych czterech dni nie znam po dziś dzień :P

Kiedy udało mi się pozbyć jednej kuli i zaopatrzeć w stabilizator kolana - wybrałyśmy się na działkę do Justyny. Janka miała więc swój "drugi długi weekend", który tym razem spędziła w towarzystwie Tezy i Taja (KLIK). Nie narzekam na jej zachowanie, fajnie respektowała moje komendy, w domku była bardzo grzeczna i dość dobrze pilnowała się na spacerach - nawet na tych, na których mnie nie było ;) A niedzielna "burzowa zwiecha" skończyła się dwugodzinnym leżeniem na moich kolanach, awww!

Po powrocie z działki zaczęłam z Janką samodzielne spacery po osiedlu oraz krótkie treningi rally-o połączone z zabawami węchowymi. Pierwsze dni były straszne, jednak już pod koniec tygodnia zauważyłam, że Janka zaczęła oferować mi pewne zachowania i bardziej skupiać się na tym co mówię, dlatego wielkim sukcesem było szukanie smaczków w trawie zaraz po huku z niedalekiej budowy. I choć przy każdym stuku kostki o łyżkę koparki mój pies się wzdrygał, to wyszukała wszystkie smaczki i wszystkie smaczki zjadła z apetytem. Pomijam więc fakt panicznego powrotu do domu, bo dziś mówię tylko o pozytywach! ;)

W ostatnią niedzielę wybrałyśmy się na "straszne pole", czyli "nasze pole", które nie wiedzieć czemu, zaczęło Jankę przerażać. Kompletnie traci mózg i nic do niej nie dociera. W ramach odwrażliwiania tego miejsca, wybrałyśmy się na krótki spacer dookoła zagajnika. Janka była na lince, a ja z kijkami do nordic walkingu, by szybko i sprawnie przejść ten najstraszniejszy fragment. W pewnym momencie wyskoczył na nas owczarek niemiecki, i choć Janka bardzo się zdenerwowała, zaczęła powarkiwać i podszczekiwać, pomyślałam, że puszczę ją luzem... I było to najlepsze co mogłam zrobić! Po pierwszym niuchnięciu suki owczarka, Janka zignorowała psa, dała się dogłębnie :P obwąchać i nie zrobiła żadnej awantury, nawet kiedy owczarek stał przytulony do moich nóg.

Kolejne spotkanie z owczarkiem (nie znam typa!) miałyśmy na naszym osiedlu. Janka była na 5cio metrowej lince. Kiedy wąchała sobie porzucony patyk, zupełnie niespodziewanie zaszedł ją od tyłu ten wielki nieznajomy owczar w kagańcu - Janka się przestraszyła, podkuliła ogon, zjeżyła sierść na karku i pupie... i uciekła do mnie, by dotrzymać mi kroku PRZY NODZE. Linka była luźna, gdyż zdecydowałam się ją puścić w momencie nadbiegnięcia owczarka. Mimo strachu, Janka odpuściła i bez słowa do mnie przybiegła.

Tego samego dnia udało nam się przejść chodnikiem usytuowanym między dwoma sporymi trawnikami, na których pracowały kosiarki. Mimo pierwszej niepewności, Janka sama zdecydowała, że da radę przejść, za co sowicie nagrodziłam ją suszonym kurczakiem. Smakowało!

Mając psa wyczulonego na dźwięki słyszy się wszystko. Nie wiem skąd, nie wiem jak, nie wiem dlaczego, ale ktoś wystrzelił wieczorem petardę. Janka poszła schizować do przedpokoju, a mi udało się na tyle odwrócić jej uwagę i tak ją nakręcić, że przez chwilę szarpała się ze mną tygryskową wubbą. Oczywiście nie udało mi się sprawić, by zapomniała o strachu, ale mimo niepokoju, oderwała myśli na tyle, by chwilkę się ze mną pobawić.

No i hicior tego miesiąca! Po dwóch miesiącach przerwy i kilku wtopach z szukaniem przedmiotów - udało nam się potropić na moim osiedlu. NA OSIEDLU! To wszystko zawdzięczam Magdzie, którą Janka ubóstwia i na którą tak się nakręciła, że na śladzie olała nawet czarnego małego pieska, który zawsze do niej podlatuje z zębami, a którego Janka obszczekuje w odpowiedzi. I cieszy mnie fakt, że podczas tropienia nie powiedziałam ani jednego słowa, a Janka zachowała zimną krew :) Na filmiku dźwięk jest wyciszony, bo wstydzę się swojego sapania ;)


Jak widzicie, czerwiec zaskoczył mnie pozytywnie, Janka zrobiła dokładnie to samo ;) i mimo wszystko, uważam, że ten miesiąc nie był taki zły!
Bo wiecie - bez rodziny i przyjaciół to nic byśmy nie zdziałali, dlatego dziękuję Wam, moi kochani przyjaciele, moja Mamo, moja Siostro! Dziękuję Wam za pomoc i chwilowe przejęcie pieskich obowiązków :*

13 komentarzy :

  1. Brawo! najważniejsze to widzieć pozytywy w każdej sytuacji. Widać, że dość ciężki miesiąc miała Janka, ale sobie poradziła i to się liczy ;)
    Choć ja to jestem pesymista, niestety i dopiero po jakimś czasie zauważam małe plusiątka, które nie są znowu takie małe... ;)
    I oby coraz więcej było postępów!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Nie umiemy doceniać tego, co mamy pod nosem. Trudna to sztuka, ale warto próbować :)

      Usuń
  2. Dzielna Janka, mimo trudów przeżyła miesiąc bardzo pozytywnie i to jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo Janka! Brawo Iza! :) Cieszę się razem z Wami. Fajnie czytać o postępach! Ja zawsze mam tendencje do marudzenia ale od jakiegoś czasu staram się dostrzegać pozytywny, nawet te najmniejsze... I jakoś tak nagle okazuje się, że moje psy wcale nie są najgorsze na świecie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Taki urok ludzi, że uwielbiają wyolbrzymiać problemy. Długo uczyłam się doceniać miłe chwile i mam nadzieję, że tendencja będzie wzrostowa :)

      Usuń
  4. Brawo dziewczyny! Zawsze warto celebrować nawet małe sukcesy (choć te czerwcowe są wielkie!). Trzymamy kcikasy i łapy za dalsze miłe niespodzianki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo! Super pies z tej Twojej Janeczki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uśmiech aż sam pcha się na usta, kiedy czyta się takie posty :D Tyle pewności siebie drzemie w Twojej Jance, tylko trzeba ją powolutku wydobywać :) Na filmiku widać jaka jest zrelaksowana podczas tropienia i że sprawia jej to frajdę - ogon ciągle w ruchu i tak trzymać :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Radość Janki po znalezieniu osoby jest najlepsza :) Gratulujemy postępów i życzymy ich jak najwięcej!

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdyby każdy dzień był idealny, nie docenialibyśmy tego aż tak bardzo.. Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudownie jest patrzeć na Twoją Janeczkę - ale jak ona tropi trzymając głowę z dala od ziemi? :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Janka to niegłupia dziewczynka :)
    Bardzo dobrze że w sytuacji stresowej biegnie w Twoje pobliże - jesteś dla niej swoistym "buforem" bezpieczeństwa , czyli jest Pańcia jest trochę mniejsze tchórzostwo :P
    Giff zachowuje się bardzo podobnie do Janki !

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania!