07.11.2014

To już 2 lata!!!

Tak, dokładnie dwa lata temu, 7 listopada 2012 roku, zawitała w moim życiu Janka, która jeszcze wtedy Janką nie była ;) Przekroczenie progu mojego mieszkania zmieniło nam obu życie prawie nie do poznania.

-----

Moi drodzy, poznajcie Jankę sprzed dwóch lat:


To było pierwsze zdjęcie jakie jej zrobiłam, ukradkiem i na szybko - telefonem, bo w tym właśnie momencie odważyła się przyjść do mnie do pokoju... Po klapniętym uchu widać niepewność ale i lekkie zainteresowanie - teraz umiem już to rozróżnić, gdyż jej uszy przybierają naprawdę wiele form!

Dokładnie pamiętam TEN DZIEŃ. Bez pardonu wparowała do mieszkania i pogoniła Zorkę, która chyba pierwszy raz została zagoniona przez psa w kozi róg, kilka godzin przesiedziała pod fotelem jak posążek. A Janka? Miała mnie tam, gdzie światło nie dochodzi :P Latała po mieszkaniu - podłoga, kanapa, fotel - wszystko jedno! Przez chwilę miałam ochotę powiedzieć, że się rozmyśliłam ;) Polowała na kota, wyżywała się na swoim miśku i ciągle biegała w kółko, ale to... ciągle!

Po wstępnej rozmowie z jej właścicielką wiedziałam, że pierwsze odczucie było prawdziwe - ten pies to jeden wielki kłopot! Kilka rzeczy było niepokojących nawet dla mnie - totalnego psiego laika. W późniejszym rozrachunku okazało się, że moja intuicja mnie nie zawiodła ;)

Kiedy zostałyśmy same, pies zmienił się nie do poznania. Skuliła się na wycieraczce przy drzwiach i widać było po niej, że zupełnie nie radzi sobie z zaistniałą sytuacją.
Ale ten jeden moment, kiedy opuściła przedpokój by do mnie zajrzeć, właśnie ten jedyny moment psiej ciekawości udało mi się uchwycić na zdjęciu.

A czy Wy pamiętacie swój pierwszy dzień ze zwierzakiem?
Mam nadzieję, że tak, gdyż mam dla Was niespodziankę, o czym dowiecie się już niebawem :)

-----

Jak nam minęły te dwa lata? Na ciężkiej pracy. Bardzo ciężkiej pracy!
I chociaż wiem, że Janka nigdy nie będzie tym moim psem z dziecięcych marzeń, który miał mi towarzyszyć w wyjazdach, chodzić bez smyczy przy nodze i kochać cały świat - to nie jest dla mnie problemem, aby pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Umiem dostosować swój czas i różne aktywności pod Jankę, umiem zrezygnować z wydarzeń, w których chciałabym wziąć udział, ale ze względu na charakter imprezy nie jest nam to pisane.

Jestem jej wdzięczna za naukę jaką mi daje każdego dnia i za ludzi, których dzięki niej poznałam.
Jestem też przeszczęśliwa, że moi znajomi od razu ją zaakceptowali i że skradła sobie serca mojej rodziny, a łatwo nie było!

Chyba największym naszym sukcesem jest jej radość na widok obcych osób w naszym mieszkaniu - bazą tego problemu był strach (jest on bazą każdych naszych problemów), który wyzwalał w niej demona. Sama bałabym się stanąć przed takim psem, dlatego tym bardziej czuję ogromny szacunek dla wszystkich znajomych i nieznajomych, którzy dzielnie skarmiali Jankę smaczkami.
Teraz na dźwięk domofonu wychodzi z siebie, ale tym razem z radości :) To niesamowite jak szybko dało się to osiągnąć, zajęło nam to może z pół roku? Do ludzi wchodzących na chwilkę jak hydraulik, lub zaglądających tylko przez drzwi jak listonosz czy pan od pizzy nie miała takiego zaufania, ale i tu spotykałam cierpliwe i bardzo empatyczne osoby, które odchodziły od moich drzwi usmarowane psim jedzeniem ;) Wpuszczałam nawet Świadków Jehowy! Czego się nie robi dla psa ;) Ten typ problemu pokonałyśmy w mniej więcej rok.
W drugim roku naszego wspólnego życia pojechałyśmy na zawody rally-o, na których bardzo fajnie się pokazała. I choć staram się unikać tego typu imprez, to jednak uważam je za świetne doświadczenie.

A co jest naszą największą porażką?
Jej kontakty z psami i eskalacja emocji. Mimo znalezienia psich przyjaciół, Janka w dalszym ciągu jest bardzo wrażliwa w kontaktach z innymi psami. Po osiedlu chodzimy na smyczy, więc to również nie poprawia tych relacji. Nie lubi, kiedy psy się w nią wpatrują, nie lubi kiedy idą w jej kierunku, a już panicznie boi się jak podbiegają znienacka. Nienawidzi kontaktowych zabaw z psami, w ogóle nie przepada za psimi zabawami, a wszelkie przypadkowe szturchańce wybijają ją ze spacerowego rytmu. Mam wrażenie, że wygląda wtedy jakby ktoś walnął ją obuchem w głowę.
Dodatkowo ma wybuchy emocji, z którymi notorycznie walczę. Nie podejmuje już akcji na własną łapę - chyba, że poczuje się bardzo zagrożona. Jest w miarę sterowalna moimi komendami, ale przez słabą psychikę bardzo szybko się spala, a kiedy jest drażliwa, to wybucha i jest w stanie odreagować na przypadkowym psie. Nigdy nie zrobiła psu fizycznej krzywdy, to raczej jej się obrywało, ale kiedy jest maksymalnie pobudzona, nie jest w stanie znieść blisko siebie obecności innego psa.
Eskalacja negatywnych emocji może mieć również nieciekawy finał, jeśli jest zapoczątkowana przez człowieka. Wszelkie krzyki (niekoniecznie na nią, wystarczy, że ktoś ochrzania swojego psa w jej obecności), szuranie nogami, udawanie natarcia lub próba przepędzenia, mogą skończyć się nogawką "atakującego" w zębach Janki.

Jeśli ktoś nie zamieszka z tak lękowym, wrażliwym i histerycznym psem, to nigdy nie zrozumie psychiki ani pobudek takiego zwierzaka. Dopiero codzienne "męczenie" się ze schizami i próba zrozumienia zachowania może działać na człowieka empatycznie. I nie mówię tu o tym, że Janka powinna mieć taryfę ulgową, ale dorosły pies, który jest "spaczony" psychicznie nigdy nie będzie pracował ani zachowywał się tak jak ten wzięty do domu za szczenięcia.

Przed nami jeszcze wiele pracy i gdyby nie dobre słowa otrzymywane czasem od moich psich znajomych, gdybym sama nie widziała tej kropelki zmian na lepsze w morzu naszych problemów, to chyba znowu bym usiadła i ryczała jak przez pierwszy rok naszego życia ;)

Janeczko, dziękuję, że pojawiłaś się w moim życiu i choć nie jesteś perfekcyjna, to wiem, że jesteś TYM psem. Tym jedynym, pierwszym i najważniejszym, który zmienia cały światopogląd, który uczy kochać, rozumieć i wybaczać.

Fot. Zosia Dymek








2 komentarze :

  1. Świetnie, że zaczęłaś ją ogarniać, podziwiam Cię za wytrwałość i chęć do zmienienia tego psa na lepszego (bo wiele ludzi żyje z takimi psami i nie robią nic, aby było dobrze). Życzę powodzenia w dalszych sukcesach ogarnięcia Janki i tego, abyś opanowała jej emocje jeszcze lepiej :) nic nie dzieje się przypadkowo, jednak z jakichś tam powodów jankę masz i z jakichś powodów u Ciebie została, chcesz z nią coś robić i dalej się wybijać z nią i jej pomagać itd.
    Pozdrawiam i życzę ogarnięcia janki co do psów i pójdziemy kiedyś na jakiś fajny, łagodny spacer :D Na razie jesr to nie możliwe, ale kto wie, jeszcze tyle przed Tobą!
    Patrycja od Nadii. Nie chce mi się zalogować, bo jestem na telefonie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, bez przesady, Janka chodzi na fajne spacery, nie trzymam jej pod kloszem ;)
      Tak jak pisałam - dopóki nie czuje się zagrożona, to nie będzie się na nikim wyładowywać.

      Ale zgadzam się z tym co napisałaś, że chyba było coś na rzeczy, że to ona do mnie trafiła. Byłyśmy sobie pisane :P Tylko nie wiem za co dostałam taką karę, hahaha ;)
      Kocham ją bardzo, dlatego dążę do tego, aby jej życie było stabilne i była czuła się pewna siebie, szczęśliwa i spełniona. A wiadomo, że jak pies jest szczęśliwy, to i właściciel jest szczęśliwy :D

      Pozdrawiam!

      Usuń

Zapraszam do komentowania!