30.08.2014

Zawody w Zielonkach, czyli nasz debiut w rally-o

27 kwietnia 2014 r., w trakcie Dog Games w Zielonkach k. Warszawy, odbył się nasz debiut w rally-obedience, w klasie 1.Pierwsze koty za płoty! Łatwo nie było, ale na szczęście udało nam się zaliczyć przebieg.

-----

Jadąc na te zawody, nie ważne było dla mnie to, jak wypadniemy. Owszem, bardzo chciałam zdobyć rozetę za zaliczony przebieg, ale ważniejsza była dla mnie socjalizacja Janki i zapoznanie z emocjami panującymi w trakcie takich imprez.

Fot. Joanna Rachubińska

Podejście do ringów zajęło nam chyba z 20 minut. Janka nie mogła się uspokoić, więc przy każdym jej szczeku zawracałam. Kiedy udało się dojść na miejsce, kiedy zapoznałam się z listą startujących, rozpiską toru, zarejestrowałam swój udział - wróciliśmy do samochodu po karimatę, aby wygodnie poczekać na rozpoczęcie zawodów.
Siedzieliśmy przez chwilę w oddaleniu, gdyż do pierwszego spotkania z sędzią i zapoznaniem toru miałam jeszcze godzinę. W tym czasie udało mi się rozruszać psa, chwilę się poszarpałyśmy, Janka kilkukrotnie aportowała zabawkę, aby ostatnie 20 minut zrelaksować się w trakcie masażu.

Fot. Joanna Rachubińska

Kiedy zaczęły się zawody, powoli podchodziłam do ringu. Startowałyśmy jako ósme, więc miałyśmy odpowiednią ilość czasu, żeby coraz śmielej zapoznawać się z otoczeniem. Nagradzałam Jankę za zerknięcia w stronę ringu, za podejście do foliówki, której chwilę wcześniej się przestraszyła, za spokojne patrzenie na psy i za spokojne ich mijanie. Miałyśmy kilka złych momentów, ale szybko się z nich wycofywałyśmy by zacząć jeszcze raz i zakończyć nagrodą. W międzyczasie Janka poznała dziewczyny z Przez świat z labradorem - ich obecność dała nam niezły doping!

Fot. Joanna Rachubińska

Kiedy nadeszła nasza pora na start, poprosiłam sędzinę o wejście na plac od drugiej strony. Przy bramce stało już kilkanaście psów, a że nikt nie respektował żółtej kokardki, którą przyczepiłam Jance do smyczy, wolałam uniknąć ewentualnych spięć.
Wesolutko wbiegłyśmy na ring, nakręciłam Jankę na zabawkę i bez zbędnego zastanowienia, zaczęłam przejście.

Szłyśmy tak, jak.... Aj! Byłam tak zszokowana, że nic nie widziałam i nic nie słyszałam. Janeczka prześlicznie pracowała, a ja nie mogłam uwierzyć, że dzieje się to na zawodach – w tak dużych rozproszeniach!

Po skończonym przejściu poszłyśmy odebrać książeczkę startową. W namiocie organizatora puściły mi nerwy i wszystkie emocje, które od kilku dni się we mnie kumulowały. Janka radośnie i bez stresu się do mnie przytulała, a ja po prostu ryczałam... Popłakałam się jak głupia. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak się tym wszystkim przejęłam. Jestem dumna z mojego kundelka! Przepięknie się pokazała! Super się sprawowała w trakcie zawodów i mam nadzieję, że zrobiłam wszystko aby zapewnić jej spokój i dodać pewności siebie w trakcie takiej imprezy.

Fot. Joanna Rachubińska

Pora na podsumowanie naszego startu:


Nasz torek był bardzo przemyślany, płynny, szło się po nim wyjątkowo gładko.

Po przywitaniu pokazałam jej piłkę i odrobinkę ją nakręciłam - tu stawiałam wszystko na jedną kartę. Piłka (kong squeezz) darzona jest gorącymi uczuciami, bałam się, że Janka albo ją oleje (wtedy wiem, że jest w największym stresie i mamy po zawodach) albo za bardzo się pobudzi (wtedy też mamy po zawodach :P). Ryzykowałam wiele, bo Janka już od ponad tygodnia tej piłki nie widziała...
Ale ruszyła bardzo spokojnie, więc pierwszy uff... A później wyrwała do przodu - czyli przypomniała sobie o piłeczce ;) Na szczęście fajnie się opanowała i już do końca była dość zrównoważona emocjonalnie.

Kolejnym błędem, było położenie się Janki przy stacji "siad, obejście psa". Udało nam się to poprawić, ale ćwiczenie nie zostało zaliczone. Za szybko ruszyłam i chyba dałam jej znak ręką, ona przez chwilę nie wiedziała co robić, więc na wszelki wypadek dostawiała się do nogi i zrobiłyśmy razem kółeczko, wyszło prawie jak w tańcu ;)

Slalom - zrobiłam dygnięcie, żeby upewnić się, że Janka minie słupek po dobrej stronie, udało się ;)

Później szło całkiem nieźle, bałam się obrotów, bo często mi przy nich siadała, ale o dziwo poszło bezproblemowo.

Widać też, że była trochę zestresowana, ale sobie ziewnęła - plus dla Janeczki, że umie już robić takie rzeczy coraz częściej :)

Piwot w prawo wyszedł idealnie! :D

A później dałam jej złą komendę na ruszenie, dobrze, że usłyszałam to na nagraniu, bo w trakcie startu zdziwiłam się czemu siedzi? Następnym razem muszę się bardziej pilnować.

Na końcu był piwot w lewo, czyli nasza porażka po całości ;) Janka weszła za mnie, a kiedy chciałam to poprawić, nadepnęłam jej na łapkę. Była już trochę wytrącona z równowagi i skoczyła na mnie - chciała wejść na ręce/przytulić się. Robi tak kiedy traci pewność siebie. Nasz sędzia powiedział mi później, że mimo wszystko Janka zareagowała bardzo dobrze, bo nie zgasiła się po tym nadepnięciu. Ale ćwiczenie nie zostało zaliczone, dostałam też punkty karne za skoczenie psa na przewodnika.

Ćwiczenie bonusowe - wybrałam zawołanie psa do nogi. Kiedy widziałam, że już leci przed siebie, stałam i patrzyłam jak znika w namiocie... Gdybym mocniej zaakcentowała klepnięcie i ją przywołała, prawdopodobnie zaliczyłybyśmy to ćwiczenie.
Nie ma co gdybać, na filmie widać, że nie mam z nią kontaktu, a w momencie odejścia rozproszył ją gwizdek. Ale mimo wszystko uważam, że tu znowu była moja i tylko moja wina.

Fot. Joanna Rachubińska

Cóż mogę jeszcze dodać?
Pracowała świetnie, naprawdę jestem pod wrażeniem. Była zainteresowana piłką, nie miała zwieszek, nie miała też eskalacji emocji. Bez problemu jadła smaczki. Wszystko robiła z głową, naprawdę. Była niesamowicie dzielna!

Dla mnie to wspaniałe doświadczenie. Spełniłam swoje marzenie i powolutku realizuję plan jaki układa mi się w głowie od dnia przybycia Janki do mojego domu.

Fot. Joanna Rachubińska

Dziękuję Piotrowi Rębowskiemu (https://www.facebook.com/szkolapsichmanier) za poświęcony czas na nasze treningi. Piotr przygotował nas w 2 miesiące i pod koniec bardzo mocno mnie dopingował.
Dziękuję też Asi i Juniorowi, którzy dodali nam otuchy i dzielnie kibicowali :)




2 komentarze :

  1. Bardzo lubię do Ciebie zaglądać i czytać o postępach jakie mają miejsce w przypadku Janki :-).
    Życzę Wam samych sukcesów w przyszłości i tego, by Janka zawsze była wyluzowanym i pełnym radości psiakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się zarumieniłam... :) Dziękuję!

      Usuń

Zapraszam do komentowania!