31.08.2014

Drugi start w rally-o, klasa 1 (Opole)

Pod koniec lipca zdecydowałam się na kolejne zawody rally-o i tak, 2 sierpnia 2014 roku pojechałyśmy do Opola, by po raz drugi wystartować w klasie 1.
-----

Z Łodzi do Opola jest kawałek drogi... Nawet nie chodzi tu o kilometry, a o czas spędzony w samochodzie (około 3 godziny w jedną stronę). Wybierając się na te zawody, bardzo chciałam jechać z KIMŚ, kto ewentualnie mógłby mnie zastąpić za kółkiem i zostać z Janką podczas zapoznania z torem. Plan był taki, że jedzie ze mną Ewa (KLIK), bo kto zrozumie psiarza jak nie drugi psiarz?. Wszystko było ustalone, gdy nagle okazało się, że właściciele psiaka, którym się opiekowała nie wrócili na czas z wakacji... Tą przykrą wiadomość przeczytałam akurat będąc z Mamą* na zakupach.

*Moi Rodzice nie biorą udziału w wychowaniu Janki. Mimo, że mam z nimi świetny kontakt i dość często się spotykamy, to jednak temat psa i wszystkiego co się z nim wiąże jest dla nich niezrozumiały. Uważają, że to "pierdoły" i "głupoty" i powinnam zająć się czymś bardziej pożytecznym. Przez kilkanaście miesięcy moja Mama nie lubiła kiedy przychodziłam do nich z Janką, dopiero w ostatnie święta Wielkiej Nocy zaprosiła nas obydwie ("możesz przyjść z psem"), co jest dla mnie wielkim krokiem ku zrozumieniu mojej relacji z Janką. Mimo, że w życiu prywatnym dostaję bardzo wiele wsparcia ze strony Rodziców, tak w psim temacie było niesamowicie ciężko.

Ewa napisała do mnie akurat wtedy, kiedy żegnałam się z Mamą, dlatego była ona świadkiem mojego zmartwienia i wypytała co się stało. Nie minęło 5 minut, a dostałam telefon od Taty, który spytał się mnie ile kilometrów jest do Opola? "Ale czemu pytasz?" - drążyłam temat. "Bo podobno masz tam jakieś zawody, więc chcę wiedzieć o której musimy wyjechać". Dowiedziałam się tylko tyle, że jadę z Mamą i Tatą, ale trochę nie mogłam w to uwierzyć... ;)

Wieczorem zadzwoniłam do Taty z pytaniem o Opole, na co dostałam krótką i treściwą odpowiedź "Wyjeżdżamy po śniadaniu, czekamy na ciebie o 10:00".
Czy można się było sprzeciwić? ;)
Następnego dnia wsiadłam w samochód i co? I silnik dziwnie pracuje, samochód pyrka i pyrka, a przy zmianie biegów traci moc... Ledwo dojechałam do rodziców! Całe szczęście, że do Opola mieliśmy jechać ich samochodem.

Fot. Izabela Doniec

Droga minęła bardzo sprawnie i bez stresu, choć było niesamowicie gorąco! Jedynym problemem było to, że Janka odmawiała picia wody...
Do Opola dojechaliśmy na pół godziny przed otwarciem zapisów.

Spokojny spacer po parku, zapoznanie z miejscem zawodów, kolejna próba napojenia psa i... Janka nie umie się skupić, kiedy odchodzimy od rodziców. Mogę jej machać kiełbasą przed pyskiem, a ona i tak ciągnie do reszty "stada". Wspólnie podjęliśmy decyzję, że rodzice pojadą na obiad. Takie "cześć, papa" było dla Janki znośniejsze, niż świadomość, że za ringiem stoją moi Rodzice.

W oczekiwaniu na rozpoczęcie zawodów zrobiłam ten sam schemat co na naszych pierwszych zawodach. Chwila zabawy i aportowania, a później masaż, relaksacja i kolejna próba przekonania Janki do picia, która tym razem się powiodła! :)

Kiedy przyszedł czas na zapoznanie z torem, musiałam zostawić Jankę przy ławce. Ona bardzo źle znosi takie "porzucenie", ale niestety innej rady nie było - Rodzice pojechali na obiad, a ja nie miałam nikogo znajomego, kto mógłby chwilę z nią poczekać.

Zawody sędziowała pani Olga Nylec, zapoznanie z torem było bardzo skrupulatne, choć jak później zobaczycie - niektórych odruchów nie da się wyplenić :P

Zapraszam do obejrzenia filmiku, który nagrywany był przez mojego Tatę! Okazało się, że Rodzice podkradli się do parku i wszystko dokładnie obserwowali. Stali ponad 100 metrów od ringu, dlatego film ma taką, a nie inną jakość i dlatego na pierwszym planie są ławki, drzewa i stolik sędziowski. Trudno ;)


Pora omówić to, co widać na filmie:

Mimo ogromnego upału, Janka pracowała bardzo ładnie i spokojnie - a najważniejsze - chciało jej się!
Mój za szybki start przemilczę, najważniejsze, że zrobiłam tylko pół kroku i nie dostałam za to punktów karnych ;)

Wiedząc jakie błędy popełniłam na pierwszych zawodach, tym razem starałam się być bardzo dokładna i przemyśleć każdy ruch. Szło nam się bardzo płynnie, byłam zadowolona z naszej relacji na torze. Zdecydowałam się też w trakcie nagrodzić Jankę kiełbaską, żeby wzmocnić u niej motywację. Dzień był naprawdę gorący, nie chciałam, aby zniechęciła się do pracy w takich warunkach.

Niestety zrobiłam jeden błąd, który kosztował nas utratę 5 punktów. W pewnym momencie (na filmie po truchcie) zatrzymałyśmy się, a Janka usiadła. Miałyśmy wykonać piwot w prawo, dlatego dostawiłam Jankę do nogi i dopiero wykonałam zwrot. Dostawienie psa do nogi było błędem, tym bardziej, że siedziała prawidłowo. Nie siedziała tak, jak byłam do tego przyzwyczajona, jednak zgodnie z regulaminem rally-o, siedziała zadowalająco. Po przejściu widać jak pani sędzina tłumaczy nam ten błąd, a ja nie mogłam uwierzyć, że zrobiłam coś tak głupiego (się ubzdurało...) tym bardziej, że podczas zapoznania z torem było wyraźnie mówione o najczęściej popełnianych błędach, szczególnie przy tej figurze!

Po totalnej bonusowej porażce na poprzednich zawodach, tym razem wybrałam inne zadanie. Wiedząc, że powinnam Jankę nakręcić, a nie stać jak słup soli, darłam się wniebogłosy i klepałam po nogach, co poskutkowało zaliczeniem bonusu na 10 punktów!!! :D Na filmie nie widać końcówki, stałam za drzewkiem, a Tata nie bardzo wiedział co się dzieje, dlatego wyłączył kamerę, bo nic nie widział.

Ostatecznie zajęłyśmy III miejsce, co jest dla mnie niesamowitym doznaniem! Mimo gorszego czasu, znacznie poprawiłyśmy wynik punktowy - zdobyłyśmy 205 punktów, a na poprzednich zawodach tylko 188.

Fot. Jacek Doniec

Czy był jakiś hit tego rajdu? Tak! Piwot w prawo :) Podczas tej figury na poprzednich zawodach nadepnęłam Jankę. Długo bała się dostawiania do nogi, a o zwrotach w miejscu nie było w ogóle mowy. Wróciłam do podstaw, czyli nagradzałam jej przy nodze, a dostawiania i zwroty wykonywałam w trakcie świetnej zabawy, dlatego robiła je odruchowo. Cieszę się, że udało nam się to odkręcić. Nie musiałam nawet zmieniać komendy, ufff!

A jaki jest hit samych zawodów? Ano taki, że pojechałam na nie z RODZICAMI :D Tymi Rodzicami, którzy zatykali uszy jak zaczynałam mówić o psie ;)
Wyjazd na zawody zamienił się w całodniową wycieczkę. W drodze powrotnej odwiedziliśmy park w Kluczborku, w którym Janka z przyjemnością skąpała się w kanale... A także przydrożną knajpkę z przepysznym jedzeniem.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, prawda? :)
Zawody zaliczone, podium zdobyte, samochód naprawiony, a więzi rodzinne zaciśnięte jeszcze mocniej.
Kochani Rodzice, dziękuję! :*




2 komentarze :

  1. No pewnie, jasne! Wy sobie w najlepsze do Opola, a ja siedziałam na L4 i się nudziłam zamiast Wam kibicować i pilnować psa, kiedy Ty zapoznawałaś się z torem... No pięknie! ;-) Wszystkie przyjazdy do Opola należy zgłaszać do mnie, najlepiej odpowiednio wcześniej, żebym mogła zorganizować trochę wolnego czasu ;-) Pozdrawiamy, Asia i Bona, piesoswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem postaram się to ogłosić wcześniej ;) Choć jak sama widzisz, do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy pojadę! :P

      Usuń

Zapraszam do komentowania!