15.05.2014

Córeczka mamuni

Od kilku dni mieszkam u mojej siostry. Przeprowadziłam się do niej wraz ze zwierzętami ze względu na operację, którą miałam zaplanowaną, a która została przełożona z powodu mojego przeziębienia.

Przeziębienie okazało się tak poważne, że zamiast wrócić do domu, kuruję się u mojej siostry i zalegam w łóżku... Jak tylko mogę, wychodzę z Janką na spacer, jednak ciągle szybko się męczę, nie mogę za dużo i za szybko chodzić, co jakiś czas mam ataki kaszlu, a zapalenie zatok upośledza mi swobodne oddychanie. Moja siostra bardzo mi pomaga i stara się jak tylko może, aby Janka nie zanudziła się na śmierć.

W czym więc problem? Ano w tym, że Janka widząc mnie zostającą w domu, zaczyna panikować.


Pierwszy spacer - Janka lekko panikowała, Iwce jednak udało się ją zaciągnąć do parku, w którym się odprężyła, aportowała piłkę i zawąchiwała w nowych zapachach.
Drugi spacer - zaraz po wyjściu z klatki Janka wystraszyła się tira, a spacer był wielkim użeraniem z ciągnącym do domu psem...
Trzeci spacer - Iwce wypadał akurat trening biegowy, więc wzięła ze sobą Jankę. Pies starał się nawrócić w stronę domu, nawet kiedy dziewczyny doszły do parku. Iwka musiała nadać duże tempo biegu, żeby Janka nie miała możliwości myślenia o powrocie do domu. Moja siostra przyznała, że tak szybko jeszcze nigdy nie biegła...
Czwarty spacer - odbył się tego samego dnia co bieganie, więc wystarczyło z nią wyjść jedynie na fizjologię. Iwka poszła z Janką na podwórko, na którym najpierw mój pies obszczekał panią przy aucie, później chciał przegonić psa, następnie obszczekał też moją siostrę, a jak wracały, to Janka obszczekała na dokładkę sąsiadkę mojej siostry...

Iwka porządnie się zirytowała, bo po powrocie przyznała się, że nie chce już z nią wychodzić. Kiedy mnie nie ma, Iwka może z nią zrobić wszystko, ale kiedy jestem w domu, moja siostra może zabrać ją jedynie na tzw. "szybkie siku", które każdorazowo napędza psa większym strachem i niepewnością.

Zdaję sobie sprawę, że Janka może kochać moją rodzinę, może ubóstwiać moich znajomych, ale to ja jestem dla niej najważniejsza. Martwi mnie to bardzo, bo chciałabym jej pokazać, że inni ludzie mogą być dla niej tak samo wspaniali jak ja.

Można by machnąć na to ręką, wrócić do domu i żyć jak dawniej, ale zaistniała sytuacja pokazuje mi, że trzeba działać.

Kolejny termin operacji wypada za 5 miesięcy. Jest to chyba odpowiedni moment, aby pokazać jej, że to, co spotka ją za jakiś czas będzie rzeczą naturalną, bo po operacji dłuuugo nie będę mogła wyjść z nią nawet na to "szybkie siku".

Jeśli macie dla nas jakieś rady, będę bardzo wdzięczna, zachęcam Was do komentowania!


2 komentarze :

  1. Miałam podobny problem z moją adoptowaną suczyną. Co prawda była to tylko niechęć do spaceru, a nie panika, ale też na początku było ucuążliwe. Azka nie raczyła nawet zejść ze schodów do klatki schodowej - zapierała się całym cielskiem. Pomogła tylko i wyłącznie łagodna stanowczość, spokój i rutyna. Na dzień dzisiejszy wychodzi ze wszystkimi, którzy ją o to poproszą, ale zachowuje się zupełnie inaczej niż ze mną. Na ogół jest to leniwy, higieniczny spacer, psisko budzi się z marazmu dopiero w momencie wchodzenia do mieszkania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im dłużej siedziałam u siostry, z tym większym spokojem Janka przyjmowała swój los ;) Oczywiście za każdym razem zapierała się przed wyjściem z domu, a w trakcie spaceru kilkukrotnie próbowała odbijać w stronę domu, jednak teraz już wiem, że nawet kiedy zostaję w domu, Janka pokornie pójdzie z siostrą na spacer.
      U nas też świetnie działa rutyna, stanowczość, no i smaczki - nasz niezbędnik :)

      Usuń

Zapraszam do komentowania!